Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odyseja filmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odyseja filmowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 października 2014

Geniusz w prostocie

Złodzieje rowerów (Włochy 1948) - reż. Vittorio De Sica

Znowu zaczęła się Akademia Filmu Światowego we Wrocławiu. Chodzę, bo lubię, kiedy za mnie ktoś wybiera dobre filmy i jeszcze coś o nich opowie. Podzielona na moduły wprowadza nas w kolejne epoki filmu światowego. Na początek neorealizm włoski, z którym spotkałem się się już wcześniej, w Odysei Filmowej. Fragmenty Złodziei rowerów były, ale to nigdy nie to samo, co obcowanie z pełnym dziełem. Zachęca czarno-białość, o czym już zresztą pisałem, przy okazji Bulwaru Zachodzącego Słońca. Zachęca również miano przedstawiciela gatunku. Cokolwiek by to nie było, pozycja ta zobowiązuje.

Na zdj. od lewej: Enzo Staiola i Lamberto Maggiorani

piątek, 3 października 2014

Ile skina w skinie, czyli filmy o neonazistach | cz. 1/2

Na zdj. Tim Roth.

Dzisiaj się zwierzę (Today I animal). Uwielbiam filmy o skinheadach. Nie ma to absolutnie żadnego związku z sympatią, czy też jej brakiem, do samej subkultury. Nauczyłem się nie stygmatyzować, od kiedy piłem w takim towarzystwie wódkę i okazali się oni bardzo sympatycznymi ludźmi, tylko z małym nieporządkiem w głowach. Uważam, że temat ten jest dla filmu bardzo wdzięczny. Przede wszystkim trudny, często społecznie zaangażowany temat, a kino to uwielbia. Mocno wyraziste postaci, bo jakżeby inaczej. Nieunikniony konflikt, co jest bardzo plastyczną materią dla dramatu. I na koniec dobra ścieżka dźwiękowa, niezależnie czy to reggae czy punk.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Hołd czy satyra?

Bulwar Zachodzącego Słońca (Stany Zjednoczone 1950) - reż. Billy Wilder

Jeden z filmów, o których słyszy się od dawna, ale właściwie nie do końca wiadomo o czym jest i prawdopodobnie myli się go z jakimś innym. Wielki tytuł, ale na tyle stary, żeby stał nisko w drabinie priorytetów. Bowiem w stereotypie człowieka młodego, wychowanego na innej kinematografii, spoglądanie w przeszłość przyniesie tylko nudę i uczucie infantylizmu. Ważniejsze, a przede wszystkim lepsze, jest przecież to, co aktualne, co nowe. To się powinno recenzować i o tym rozmawiać. A nie prawda, bo perły sprzed 60, czy 70 lat też potrafią zaskoczyć.

sobota, 23 sierpnia 2014

Relikt amerykańskiego kina popularnego lat 50.

Buntownik bez powodu (Stany Zjednoczone 1955) - reż. Nicholas Ray

Zawsze staram się wprowadzić w kontekst czasowy filmu, ponieważ ten element bardziej, niż jakikolwiek inny, może wpłynąć na jego odbiór. Nie da się zaprzeczyć, że filmy są autonomicznymi jednostkami, ale zupełnie samowystarczalnych dzieł jest naprawdę niewiele. Każdy wpisuje się w falę, prąd czy nurt, a jeżeli tego nie zauważamy, znaczy, że prawdopodobnie jeszcze w nim tkwimy. Potrzeba więc często perspektywy czasu by docenić dzieło - spojrzeć na nie wraz ze wszystkimi elementami składowymi. Tym bardziej jeśli istotne są czynniki niezamierzone przez autorów.

Natalie Wood i James Dean

sobota, 16 sierpnia 2014

Złudzenie wolności

Easy Rider (Stany Zjednoczone 1969) - reż Dennis Hopper

Oglądanie pozycji piastujących miejsce w rankingach najlepszych filmów wywołuje ciepłe poczucie gwarancji dobrej produkcji oraz przyjemność obcowania z dziełem ważnym. Każdy większy film zrobił coś dla kinematografii. Wprowadził modę na konkretne ujęcia, wypromował styl gry aktorskiej (czy też samego aktora) lub rozpoczął, albo dołożył się do ważnego nurtu. Easy Rider to film o pragnieniu wolności. Jego postulat wolności oraz zróżnicowana recepcja bez pytania wpycha ten film między przełomowe.

Na zdj. od lewej: Peter Fonda i Dennis Hopper

wtorek, 12 sierpnia 2014

Czytając między wierszami

Piękna praca (Francja 1999) - reż. Claire Denis


Kino potrafi być piękne, monotonne, popularne i edukujące. Może pozwolić wypocząć, albo wyprowadzić z równowagi. Może tworzyć opinie, a nawet wpływać na zmianę prawa (Krótki film o zabijaniu). Są filmy trudne z powodu różnic kulturowych (Dotyk grzechu), albo ze względu na skomplikowaną, zawoalowaną konstrukcję. Takie oglądać trzeba w pełnym skupieniu. Do ostatniego typu należy Piękna praca.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Pierwszego razu się nie zapomina

Murzynka Pani X (1966) - reż. Ousmane Sembène

Z ogromną przyjemnością obejrzałem wszystkie piętnaście odcinków Odysei filmowej. Naszpikowana jest fragmentami filmów, o których mi się nie śniło i pewnie w inny sposób nigdy bym na nie nie trafił. Zapełniłem obustronnie dwie kartki A4 tytułami do obejrzenia i sukcesywnie, z nieukrywaną dumą, odkreślam kolejne niszowe pozycje. Oto jedna z nich.

Mbissine Thérèse Diop

środa, 23 lipca 2014

Klasyka klasyki, posypana klasyką

Szczęki (Stany Zjednoczone 1975) - reż.  Steven Spielberg

Doskonale wiedziałem z czym mam do czynienia, zanim obejrzałem pierwszą minutę filmu. Najbardziej popularną ścieżkę dźwiękową w historii kina, nagrodzoną Oscarem, znałem od dawna. Szczęki są o ataku rekinów, tyle również wiedziałem. Znane mi były sukcesy finansowe tego filmu, a nazwisko reżysera obiło się o uszy. Czemu wciąż tego nie widziałem? Bałem się, że legenda filmu sama obali się po tym, jak na własne oczy skosztuję dzieła. Nie chciałem by renoma hitu kinowego upadła, a film nie zmienił się z klasyka w miałką zawiesinę z pogranicza kina A i B. Raz kozie śmierć - powiedziałem - miejmy to za sobą.

Denise Cheshire