Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

15 polskich filmów czarno-białych, które musisz objerzeć | cz. 2/2

9. Pasażerka (Polska 1963) - reż. Andrzej Munk, Witold Lesiewicz

Na zdj. od lewej: Anna Ciepielewska, Marek Walczewski i Aleksandra Śląska.

Film nie tyle dobry, co niezwykle ważny. W polskiej kinematografii powstało kilka tytułów o tematyce obozów zagłady. Najważniejsze jednak to Pasażerka, Ostatni etap i Krajobraz po bitwie. Upamiętniają okropne zbrodnie hitlerowskie dokonane na ziemi polskiej. Wszystkie dzieła zlewają mi się w całość, ponieważ posiadają tę samą ciężką atmosferę szarości i strachu, oraz oczywiście takie same pasiaki.

Co jednak odróżnia Pasażerkę od pozostałych to wyraźnie wyższy poziom widowiska oraz historia otaczająca powstanie filmu. Andrzej Munk nie zdążył ukończyć dzieła, ponieważ zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Witold Lesiewicz postanowił go nie kończyć, a tylko zmontować to, co już zostało nagrane, bo jak sądził, tylko Munk wiedział jak to zrobić najlepiej.

Film posiada podwójną fabułę. Na statku, współcześnie (ówcześnie), spotykają się dawna więźniarka obozu i jej esesmańska strażniczka. Jednak ta część filmu nigdy nie została ukończona i obraz składa się w całości z retrospekcji osadzonej w Oświęcimiu. Dzieło jest, jak łatwo się domyślić, trudne do przełknięcia, nawet po tylu latach i zupełnie innemu pokoleniu. Funkcja upamiętniająca nie jest jednak jedynym atrybutem filmu. Jest świetnie nakręcony i z równie dobrym kreacjami aktorskimi.

10. Do widzenia, do jutra (Polska 1960) - reż. Janusz Morgenstern

Na zdj. Zbigniew Cybulski i Teresa Tuszyńska.

Niewiele jest podobnych polskich filmów tego okresu. Lekki, niewinny, barwny mimo swojej czarno-białości. Opowiada o letnim zauroczeniu między gdańskim studentem, odgrywanym przez tytana polskiej sceny okresu powojennego czyli Zbyszka Cybulskiego, a córką francuskiego konsula, graną przez przepiękną Teresę Tuszyńską. Morgenstern chciał uchwycić klimat studenckich, wolnych od zmartwień czasów drobnych romansów i towarzyskich spotkań, w tle z pięknym Gdańskiem. Wygląda to jednak  na tęsknotę za czasami przedwojennymi, zdecydowanie bardziej beztroskimi. Jednak każdy zobaczy tam coś swojego. Film, jako lekki obraz romantyczny nadaje się znakomicie, szczególnie, że podobno w dużej części oparty jest na autentycznych doświadczeniach Cybulskiego. Wygląda mi on na plejboja, więc może faktycznie.

Cała historia jest pięknie bezpretensjonalna, pomimo, że obraca się w sferach nieosiągalnych dla ówczesnego społeczeństwa. Może wzorem hojłudu Morgenstern tak wykombinował, aby na srebrnym ekranie pokazywać miłość oderwaną od rzeczywistości. Wyszło dobrze, bo chodzi o hojłud jako koncepcję przerysowania życia rzeczywistego, a nie amerykański styl filmowania. Obraz jest bardzo polski technicznie i jedyny w swoim rodzaju.

11. Eroica (Polska 1957) - reż. Andrzej Munk

Na zdj. Edward Dziewoński i Barbara Połomska.

Złożony z dwóch różnych opowieści, obie jednak dotyczą powstania warszawskiego. Nie jestem wielkim zwolennikiem tego filmu, ale jest ważny z tego samego powodu, co Pasażerka. Niewiele ponad dziesięć lat po największej wojnie nowożytnej, naród, który ogromnie w niej ucierpiał, produkuje o jej tematyce film komediowy. Chwali się tę oczyszczającą postawę. Film nie jest nawet chorobliwie patriotyczny tylko w odpowiedniej dozie przedstawia heroizm i dumę polaków w nierównej walce. Ogromny dystans i odpowiednie podejście do tematu to tylko połowa.

Prawdziwa plejada gwiazd na ekranie. Przegląd najlepszych aktorów lat 50. polskiego kina. Nie trzeba chyba dodawać na jakim poziomie stoi ich występ. Film nagrany starannie i równie profesjonalnie zmontowany. Pamiętajmy, że mówimy o elicie polskiego kina, więc poprzeczka stoi wysoko. Mamy (mieliśmy, bo teraz filmy kinowe i seriale telewizyjne stoją technicznie na tym samym poziomie, co jest komplementem dla jednej i obelgą dla drugiej strony) w swojej kadrze naprawdę wielkie talenty operatorskie, a duet reżyser-operator jest bodaj najważniejszym na planie. Polacy o tym wiedzieli. Nie ma nic lepszego jak dobry film dobrze sfilmowany. Eroica i wiele innych tytułów może poszczycić się tym mianem.

12. Niewinni czarodzieje (Polska 1960) - reż. Andrzej Wajda

Na zdj. Krystyna Stypułkowska i Tadeusz Łomnicki.

Niewątpliwie magiczny. Od początku mnie zauroczył i pozostawił w takim stanie na długo po seansie. Jest coś przyciagającego w tym prostym scenariuszu, w którym dwójka młodych osób po prostu spędza razem wieczór w mieszkaniu i rozmawia o mało istotnych rzeczach, udając jedno przed drugim, że nie są sobą zainteresowani. Kwestia wydawać by się mogła prozaiczna, przez co grozi zarzut infantylność, ale to ostatnie co można o obrazie stwierdzić.

Między bohaterami nawiązuje się intymna relacja, która natychmiast angażuje widza. Czujemy się jak podglądacze, którzy po cichu kibicują, aby to nocne spotkanie skończyło się szczęśliwie, ale z każdą kolejną minutą mamy większą nadzieję, że oni po prostu nie przestaną rozmawiać, bo tak dobrze się tego słucha. Powoli czujemy rosnące uczucie do bohaterów. Nadchodzi ciepłe doznanie zauroczenia, ogromne zaintrygowanie drugą osobą, pociąg seksualny i emocjonalny. Przerywa je bezlitosna jasność poranka. Magia czarodziejów pryska i wraca rzeczywistość budzika, zapchanej komunikacji miejskiej i oczywiście kaca.

Film, jak każdy z tego okresu, jest wglądem w Polskę sprzed półwiecza. Kilka ujęć pokazuje uśmiechnięte twarze autentycznych przechodniów. Rzadki widok. Twarze zupełnie inne niż współcześnie. Podobnie jak historia zupełnie inna. Jest delikatna, pełna wzajemnego szacunku, powściągliwości i fascynacji. Magii właśnie. Dzisiaj tylko Tinder i o 2 w nocy taksówką do domu.

13. Salto (Polska 1965) - reż. Tadeusz Konwicki

Na zdj. Zbigniew Cybulski i Marta Lipińska.

Konwicki poetą był. Miejmy to za sobą, mówię to na samym początku. Był poetą i reżyserem, bardzo często również scenarzystą. Polskie kino tej epoki miało w sobie dużo z literatury. Obie sfery się przenikały ze względu na wzajemne kolaboracje filmowców i pisarzy. Jedni pisali drugim scenariusze, drudzy się na pierwszych wzorowali i ekranizowali dzieła. Zanim wykształcił się cebulowood (wszystkie filmy z Zakościelnym i inne, w których przeciętny młody polak ma willę na własność albo mieszkanie w centrum Warszawy i zakochuje się ze wzajemnością w businesswoman 10/10) filmy były jeszcze sztuką. Oddziaływały na tę część ludzkiego pojmowania, które pragnie niebezpośredniej treści uruchamiającej odczucie piękna. Salto jest nawet o poziom wyżej.

Film jest trudny, głęboko osadzony w kontekście i tak gęsto naszpikowany metaforami, że brany dosłownie zupełnie nie ma sensu. Cybulski odnajduje się tutaj jak ryba w wodzie, miotając się w ciemnych okularach po planie, z uwielbieniem recytując kolejne kwestie. Kamera pracuje raczej rutynowo, ale nie to kładziony jest nacisk. Mamy patrzeć na ludzi, na społeczność wiejską, na byłego akowca, na inteligenta i rozumieć ich mentalność. Wtedy nie chodziło o to co się posiada, tylko kim się jest. Podobnie jak w Siekierezadzie Janek wyrusza w podróż, aby na naszych oczach poznać samego siebie, widz poznaje bohaterów w Salcie. Proste.

14. Rękopis znaleziony w Saragossie (Polska 1964) - reż. Wojciech Has

Na zdj. Zbigniew Cybulski i Iga Cembrzyńska

Film w zestawieniu znalazł się niejako z przymusu. Ponieważ znany za granicą, ponieważ genialny i z rozmachem, jedyny w swoim rodzaju, majstersztyk montażowy. Ja to wszystko rozumiem, chociaż z pewnością nie jest moim ulubionym. Nie lubię filmów kostiumowych ani przerostu formy nad treścią. Teatralna maniera aktorska nie pomaga. Jednak obcując z tym filmem natychmiast widać dlaczego został doceniony. Czuje się woń wyższej jakości, tego słodkiego braku tandety, która tak często jest wyczuwalna w polskim kinie. I klasycznie już - znakomite zdjęcia.

Film ma konstrukcję szkatułkową, czyli scenariusz postępuje na podstawie kolejnych, wielopoziomowych retrospekcji. Niezwykłego nastroju nie można filmowi odmówić. Zawadiaków, cwaniaków i gorący, wręcz latynoski temperament polskie kino rzadko widzi. Piękna demonstracja tego, że socjalistyczna Polska ma swoją przebojowość. Zresztą całe środowisko aktorskie mocno, jeśli nie najmocniej, wybijało się z tego niekorzystnego stereotypu szarości i surowości komunizmu. Z rozmowy z Kawalerowiczem wynika, że bawili w owym czasie lepiej niż nam, młodym, się wydaje!

15. Westerplatte (Polska 1967) - reż. Stanisław Różewicz

Na zdj. twarzą odwrócony Arkadiusz Bazak.

Przypomina nieco aktorską rekonstrukcję na potrzeby średniometrażowego dokumentu historycznego, tylko bez nudnego, zbyt dramatycznego lektora. Fabuły tu nie ma, choć suchych faktów historycznych również. Półtorej godzinne odtworzenie pierwszej bitwy II wojny światowej. Krew, pot i łzy.

Film ten znalazł się tutaj, bo mimo pozornie nudnej receptury jest w nim coś niezwykłego. Niezwykły rozmach, jak na polski film, namacalna niemal atmosfera strachu i heroizmu, duma i trwoga generałów, poświęcenie szeregowych. Na koniec, po 7 dniowym oblężeniu wyczerpane i zdziesiątkowane siły polskie uległy. Scena kapitulacji jest jedyna w swoim rodzaju. W pełnym słońcu, na helskiej plaży, czyli w okolicznościach, które zwykle kojarzą się nam z wypoczynkiem, upada pierwszy polski bastion, rozpoczynając pięcioletnią rzeź. Film robi ogromne wrażenie i będzie szczególnie atrakcyjny dla osób zainteresowanych polską historią i militariami.

Bonus - Na wylot (Polska 1972) - reż. Grzegorz Królikiewicz

Na zdj. Franciszek Trzeciak i Anna Nieborowska.

W mojej ocenie to jeden z najbardziej kontrowersyjnych reżyserów polskiego kina. Jego dzieła przypominają Hanekego, w całej obrzydliwej okazałości. Posiada równie uważne i bezkompromisowe spojrzenie na rodzime społeczeństwo. Na wylot to historia młodego małżeństwa sądzonego za okrutne morderstwa. Przygląda się jednak nie tylko ich uczynkom, ale i duszy. Robi to w sposób dogłębny i staranny. Ujęcia zamykają nas w klatce z lwem. Stajemy się częścią ich życia, bierzemy udział w wydarzeniach, które doprowadziły do tego czynu. Czujemy się przez to częściowo odpowiedzialni, częściowo winni, co uświadamia nas - we własnym mniemaniu dobrych ludzi, jak łatwo popaść w obłęd i dokonać zła. Film przypomina nagranie z wnętrza organizmu 25 letniego palacza. Wszyscy wiemy jak fatalnie wyglądają jego płuca, ale nikt nie chce tego oglądać. Ale Królikiewicz pokazuje to, czego nie chcemy widzieć. Że morderca ma sumienie, że morderca jest w stanie kochać, że on cierpi bardziej niż ktokolwiek inny. Prawdziwy świeży oddech w polskim kinie. Szczerze uważam, że jeden z najciekawszych polskich reżyserów, ale nie miałem jeszcze odwagi dokonać jego retrospektywy. Jeśli do tego dojdzie, z pewnością pojawi się relacja.


Spostrzegawczy zauważyli na pewno, że nazwiska tutaj często się powtarzają (a szczególnie Cebulski na kadrach :D ). Ekipa była nieliczna, ale naprawdę mocna. Wszyscy się znali i wszyscy sobie pomagali. Pamiętajmy, że tworzyli często głęboko patriotyczne utwory pod socjalistycznym jarzmem. Polskie kombinatorstwo przydawało się, żeby film ukończyć, nie mówiąc nawet o wyświetleniu. Warto też przedstawić nowe pojęcie - półkownik. To nie błąd ortograficzny, tylko określenie filmów, których komunistyczna cenzura nie dopuściła do kin i wysyłała rolki na półkę. Większość z tych filmów ukazała się w późnych latach 80. kiedy władze starały się wejść w łaskę niezadowolonego społeczeństwa lub dopiero po roku 1989.

Na potrzeby zestawienia z kina polskiego wydzieliłem epokę od 1945 do 1970 ponieważ wtedy miała miejsce Polska Szkoła Filmowa (niektóre z tych 15 filmów). Później nastąpił nurt moralnego niepokoju, który niejako szedł w parze z wydarzeniami politycznymi w Polsce, które to  miały ogromny wpływ na kinematografię. Ale o tym innym razem. Salut!


Warto dodać, że pięknym ukłonem w stronę nas, widzów, była digitalizacja większości zbiorów (często po rekonstrukcji cyfrowej) prosto na kanał Youtube Studia Filmowego Tor i Studia Filmowego Kadr. Poniżej linki:

Pierwsza część tekstu tutaj

piątek, 14 sierpnia 2015

15 polskich filmów czarno-białych, które musisz objerzeć | cz. 1/2

Nigdy nie ukrywałem swojego obrzydzenia do obecnej kinematografii głównego nurtu. Spójrzmy na rozkładówkę kina w pierwszym centrum handlowym. Większość to obraźliwe dla inteligencji produkcje amerykańskie, reszta to słabe polskie komedie romantyczne, wmawiające mi, że przeciętny polak jeździ szóstej serii BMW i mieszka w centrum Warszawy. Budzi to mój niesmak i niepokój. My, którzy posiadamy bogatą historię kina produkujemy takie głupoty? Oprócz daty bitwy pod Grunwaldem warto znać rodzimą kinematografie z czasów swej świetności.

W zamiarze miałem stworzenie zestawienia dziesięciu najlepszych Polskich filmów. Szybko okazało się żadnym sposobem nie zamknąłbym tej listy nawet w trzydziestu pozycjach. Polska kinematografia jest tak rozległa i niesamowita, że będę miał przyjemność podobnych list stworzyć kilka.

Tymczasem zajmujemy się kinem czarno-białym. Nie tylko ze względu na niezwykłą estetykę filmów czarno-białych, ale epokę, jaką pamiętały. Powojenne produkcje ruszyły pełną parą, jako znak dumy i niepodległości polskiej kinematografii. Polska Szkoła Filmowa, jak nazwa wskazuje, to nurt młodych wykształconych reżyserów, którzy stworzyli nowy standard w polskiej kinematografii, nie odbiegający jakością od sceny światowej. Mało tego - będący przykładem do naśladowania.

Pomijam naturalnie szlagiery, które każdy kojarzy z telewizji, jak Seksmisja czy Sami Swoi. Chcę przedstawić filmy, których nie wyświetla się rok w rok w czasie świąt, a powinno się, bo są arcydziełami i w pełni zasługują na publiczność, której nie posiadają. Cudzego nie chwal, swoje poznaj!

1. Popiół i diament (Polska 1958) - reż. Andrzej Wajda

Na zdj. Zbigniew Cybulski w kultowej scenie z kieliszkami spirytusu.

Prawdopodobnie najważniejszy polski film. Opiewany na zagranicznych festiwalach, wychwalany przez filmoznawców i co do przewidzenia - równie mocno krytykowany. Nie uważam, że jest najlepszym polskim film par excellence, ale nie mogło go zabraknąć na tej liście.

To historia żołnierza AK, odgrywanego przez Zbigniewa Cybulskiego, ikony Polskiej Szkoły Filmowej, który ostatniego dnia wojny zakochuje się w przepięknej barmance i ma wątpliwości moralne do prowadzonej walki zbrojnej i do kolejnej misji. Film jest ważny dlatego, że dzięki Cybulskiemu i Wajdzie wojna i partyzantka otrzymała zupełnie nowy wizerunek. Oto mamy młodego, dynamicznego aktora w ciemnych okularach, co samo w sobie było ewenementem, a wręcz dziwactwem, zachowaniem naśladującego Jamesa Deana, który gra akowca. Śmiertelnie poważny temat w ujęciu przystępnym dla publiczności, do której był kierowany. Dzięki temu został zapamiętany na lata.

Młodzi twórcy mieli dość patetyczności i sztywnego kina "starej szkoły". Wajda stworzył film o wyraźnie nietuzinkowym i humanistycznym nastawieniu. Teraz rozumiecie chyba, dlaczego wzbudza tyle skrajnych emocji? Udało mu się przy tym oddać odpowiedni szacunek wszystkim walczącym za niepodległą Polskę - scena podpalania kieliszków ze spirytusem jest doskonała. Temat wojny, co nie dziwi, był najpopularniejszy w kinie lat 1945-1970.

2. Matka Joanna od Aniołów (Polska 1961) - reż. Jerzy Kawalerowicz

Na zdj. Lucyna Winnicka w roli tytułowej Matki Joanny.

Film, który powinien obejrzeć każdy ceniący sobie estetykę w sztuce. Najlepiej sfotografowany polski film, co do tego nie mam wątpliwości. Kawalerowicz oddał go w ręce Jerzego Wójcika, uzdolnionego operatora odpowiedzialnego za zdjęcia do wielu produkcji, również z tej listy. Scenografia dobrana została idealnie, a kostiumy dopełniają piękna. Każdy kadr jest jak obraz, a całość wygląda oszałamiająco. Co więcej, zdjęcia te uchodziły wówczas za nowatorskie, podnosząc poprzeczkę dla każdej kolejnej produkcji.

Film traktuje o księdzu, który interweniuje w klasztorze pełnym [prawdopodobnie] opętanych sióstr. Trudno jednak, nie opisując fabuły, jednoznacznie stwierdzić o czym jest film. O złu, o potrzebie zrozumienia i poznania siebie, samospełnienia, usprawiedliwienia swojej egzystencji? Film podnosi te tematy biorąc rozterki bohaterów jedynie za pretekst. Niezwykłe spojrzenie na ludzką psychikę i duchowość. I wbrew pozorom nie jest to film antyreligijny, choć prawdopodobnie z takiego przypuszczenia trafił na ekrany bez problemu ze strony władz.

Pomimo swojej powagi jest tu jedna z najśmieszniejszych kwestii w polskim kinie. Bo zło jest duże i małe :D (minuta 1:26:53)

3. Kanał (Polska 1956) - reż. Andrzej Wajda

Na zdj. Teresa Iżewska i Tadeusz Janczar.

Najstarszy film z zestawienia. Ma się wrażenie większej aktualności - kwestii powstańców zamkniętych w kanałach, stamtąd walczących o stolicę. Jedna z produkcji, w której powaga tematu przyćmiewa wszystkie inne elementy filmu. Bynajmniej nie oznacza to, że jest źle nakręcony; inne elementy schodzą na po prostu na dalszy plan.

Jeden z pierwszych filmów Andrzeja Wajdy. Od samego początku reżyser był zainteresowany polską historią. Jak widać nawyk zawodowy pozostał do dziś. Wtedy jednak trudno było kręcić o czym innym. Wydawać by się mogło, że po pięciu latach wojny ludzie będą mieli dosyć wspominania. Jednak ilość filmów tematyki wojennej udowadnia jak wielki ślad w pamięci narodowej pozostawiła.

Wajda zawsze próbował spoglądać trochę inaczej na tematy wyniosłe. Bardziej przystępnie. Powstańcy, co widać na kadrze powyżej, są niemal hollywoodzkiej urody, a między nimi oczywiście zradza się uczucie. Nie uważam jednak, aby był to krok w złą stronę.

4. Żywot Mateusza (Polska 1967) - reż. Witold Leszczyński

Na zdj. kapitalny w każdej roli Franciszek Pieczka.

Ulubiony film w całym zestawieniu. Nie da się przejść obojętnie wobec tak naturalnego, bliskiego wsi i chłopa filmu. W jakiś sposób tego typu produkcje rozczulają mnie. Całe życie mieszkałem w mieście i zwykły film o chłopach to dla mnie zjawisko. Jak zresztą większość filmów tego autora, który w kadr mieści polską wieś. Tę tradycyjną, wschodnią, wydaje się bliższą korzeni. W Konopielce, gdzie nowa nauczycielka wprowadza zamęt w głowie chłopa i jest powiewem nowoczesnej Polski, Leszczyński pokazuje wieś w kontraście, ale nie negatywnie. Żywot Mateusza to historia bardziej hermetyczna, skupiona na jednostce wewnątrz strefy komfortu.

Kim właściwie jest główny bohater? Ni mo pola, ni mo obory, a jednak żyje sobie w domku ze swoją siostrą i czerpie z życia ile może. "Kto wcześnie wstaje..." i już ma świetny humor. Absolutnie bezpretesjonalne, proste podejście do życia. Przypomina nieco dziecko zamknięte w ciele dorosłego mężczyzny. Na pierwszy rzut oka film wygląda jak rozprawa o opóźnionym mężczyźnie, którym zajmuje się siostra, ale bez kontekstu interakcji ze grupą. Tylko relacje wewnątrz rodziny. Sytuacja, w której tak przywiązane do siebie rodzeństwo staje przed zagrożeniem rozdzielenia, ponieważ, cóż, kobieta prędzej czy później będzie chciała za mąż pójść. Absztyfikant staje się zagrożeniem, wielkim młotem burzący słodką sielankę życia pośród natury bez trosk i zmartwień.

Niezwykły dramat, z pozoru odległy od realiów wielkomiejskich, jednak na tyle intymny i bliski widza, że w odbiorze uniwersalny. Polecam go z całego serca, razem z resztą twórczość tego reżysera.

5. Nóż w wodzie (Polska 1961) - reż. Roman Polański

Na zdj. od lewej Leon Niemczyk i Zygmunt Malanowicz.

Mechanizm z bólem zawył, przez kilka sekund nic się nie ruszyło, ale w końcu wrota drgnęły. Otworzyła się brama do zachodniej kariery człowieka, którego często skrótowo nazywam Romańskim. Wszystko zaczęło się od Noża w wodzie. W opisie Polskiej Szkoły Filmowej widnieje enigmatycznie, że zajmowała się tematem wojny i postaw ludzkich. Ten film dotyczyć będzie zdecydowanie drugiego zagadnienia.

Niepozorna konfrontacja. Młody przeciw starszemu, beztroski przeciw odpowiedzialnemu, a w tle kobieta. Ubezwłasnowolniona jak samica w stadzie, jak trofeum do zdobycia, nie dla złota tylko na dowód tryumfu. Akcja odbywa się na jachcie co jest pretekstem do bliskich, nowofalowych ujęć. Nowa szkoła zdjęć, nietuzinkowy scenariusz, znakomita reżyseria. Przełom w kinie, ponieważ w końcu dogoniliśmy zagraniczną konkurencję. Udowodniliśmy, że na polu kinematografii żadni z nas amatorzy. Film otrzymał Oscara i dzięki temu sukcesowi Romański przeskoczył przez ocean i tam nakręcił kilka porządnych dzieł z odpowiednim funduszami. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, powód do dumy.

6. Pociąg (Polska 1959) - reż. Jerzy Kawalerowicz

Na zdj. Leon Niemczyk i Lucyna Winnicka.

Dzieła artystyczne odbijają w pewnym stopniu osobowość artysty. Sądząc po wywiadach Kawalerowicz to człowiek bardzo spokojny i skromny. Cichy obserwator życia, który kontempluje i interpretuje, pozostając na uboczu. Przygoda we własnej podróży natchnęła go do nakręcenia Pociągu. To historia o dwójce nieznajomych, skazanych na siebie w przedziale sypialnym, którzy czy chcąc nie chcąc dowiedzą się na swój temat wiele, a to ich do siebie zbliży. Nie szukałbym tu wątków silnie miłosnych czy erotycznych. Bardziej ciekawe w tej produkcji jest przekrój obywatela lat 60. Oprócz dwójki głównych bohaterów są równierz wątki poboczne, które skupiają się na postawach w konkretnych sytuacjach. Kopalnia wiedzy o tamtych czasach. No i Cybulski, jak wisienka na torcie, wpada na chwilę powiedzieć "cześć". Ten człowiek był wtedy wszędzie, chodzący symbol Polskiej Szkoły Filmowej.

Mam sentyment do tego reżysera, mimo iż nie wszystkie jego filmy mnie zachwycają. Zachwyca mnie on, swoją osobą i swoim nastawieniem. Cenię go tak bardzo, że jego filmy wchodzą łatwiej. Poza tym miał znakomity dar do wplatania w swoje produkcje estetycznych wątków erotycznych. Wystarczy spojrzeć na Lilianę Komorowską w Austerii czy Barbarę Brylską w Faraonie (NSFW). Piękno uchwycone ze smakiem i wyczuciem. Niewielu to potrafi. Wielki atut polskiego kina, swoją drogą.

7. Świadectwo urodzenia (Polska 1961) - reż. Stanisław Różewicz

Na zdj. Beata Barszczewska, dziewczynka o niezwykłych oczach.

Prawdopodobnie najbardziej chwytająca za serce produkcja filmowa o tematyce okupacji. Trzy nowele przedstawiające zagadnienie z kilku stron, ale zawsze z perspektywy dziecka. Nastrój w filmie jest ponury - ciemne oświetlenie, złowieszcze dźwięki, wzruszające występy dziecięcych aktorów. Podczas seansu poczujesz dreszcz na karku, tak bezkompromisowe podejście do tematu ma reżyser. Film nie na każdą okazję, ale pozycja zdecydowanie obowiązkowa, bo nie tylko poruszająca merytorycznie, ale również znakomicie nakręcona.

Film z pewnością pozostawi ślad . Ja wciąż słyszę dźwięk niemieckich czołgów przetaczających się przez las, w którym ukrywa się chłopiec czy sympatię do żydowskiej dziewczynki z sierocińca, którą zainteresowali się funkcjonariusze SS. Wszystkie zmartwienia odchodzą w niepamięć, kiedy na ekranie prezentowane jest niemal namacalne cierpienie i trwoga.

8. Rejs (Polska 1970) - reż. Marek Piwowski

Na zdj.  od lewej Wanda Stanisławska-Lothe i Irena Iżykowska oraz Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz, późniejszy legendarny duet komediowy.

Najzabawniejszy polski film, bez dwóch zdań. Zamiast oglądać w kółko Dzień Świra (który notabene nie jest komedią) czy Kilera, zobacz jak robili to kabareciarze w latach 70. Podczas seansu w kinie ryczałem na głos, co raczej rzadko mi się zdarza. Poziom dystansu do siebie i połączenia improwizacji z niezręcznymi scenami daje komedię, która przyprawi cię o ból brzucha, ze śmiechu oczywiście, przedłuży życie o dobrych kilka lat i udowodni, że kraj i obywatele PRLu wcale nie byli ponurzy. Przy okazji jest to trafny i wciąż aktualny obraz Polaka. Kto by się spodziewał, że tak niewiele zmieni się w mentalności przez 40 lat, i to 25 lat po transformacji ustrojowej.

Na planie podobno jakiś scenariusz był, ale od razu widać, że korzystano z niego raczej rzadko. Wielu aktorów występujących w filmie to albo kabareciarze, albo ludzie prosto z ulicy (np. Himilsbach), więc produkcja jest o tyle autentyczniejsza. Pomieszanie najzwyczajniejszych codziennych sytuacji z absurdalnymi PRLowski zjawiskami przemawia do mnie lepiej niż Bareja do potęgi. Tak powstał film kultowy, który trzeba znać!

 
Warto dodać, że pięknym ukłonem w stronę nas, widzów, była digitalizacja większości zbiorów (często po rekonstrukcji cyfrowej) prosto na kanał Youtube Studia Filmowego Tor i Studia Filmowego Kadr. Poniżej linki:


piątek, 30 stycznia 2015

Przepych, futra, dekolty!

Hiszpanka (Polska 2015) - reż. Łukasz Barczyk

Kamera kręci się, pochyla, lata pod sufit. Biel razi, rozmywa się, a soczewka pęcznieje. Dialogi słychać wyraźnie i nawet scenografia nie jest z tektury. Łypię na ekran okiem niedowierzającym, bo widzącym poziom zachodni na polskim ekranie! Przepych, futra, dekolty! Dwie szczypty patriotyzmu, byśmy nie zapomnieli skąd jesteśmy, bo Polska to krwista plama poświęcenia na białej koszuli honoru, ale i truskawki ze śmietaną. Miłość kochanków nieskalana uratuje powstanie, patriotyzm zwalczy chciwość. Wystarczą chęci i oczywiście nieco wkładu finansowego.

Na zdj. wspaniała Patrycja Ziółkowska i Jakub Gierszał

piątek, 21 listopada 2014

Malkontent

Obywatel (Polska 2014) – reż. Jerzy Stuhr

Określenie polska komedia bardzo dobrze mi się kojarzy. Spora historia znakomitych pozycji, które się po prostu nie starzeją. Podobnie nazwisko Stuhr. Zdziwiłem się, jak zobaczyłem, że bohater Amatora, Kilera i oczywiście Seksmisji również reżyseruje. Niestety Pogoda na jutro mnie nie zachwyciła. Film, który zupełnie nie zapada w pamięć. Zbyt osobisty, by miał wpływ na większą grupę. Ale cóż ja mówię, przedstawiciel potransformacyjnego pokolenia, któremu najczęściej zarzuca się brak wiedzy o życiu z braku doświadczenia stania w kolejkach. W przypadku Obywatela Stuhr twierdzi, że film jest właśnie do mnie, żeby uzmysłowić mi jakie to były czasy. Co więc idealny odbiorca sądzi na temat filmu?